Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świadectwa wiary. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świadectwa wiary. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 lutego 2022

Dowody na istnienie Boga – Dowód nr 1

Podejmujemy nowy cykl artykułów przedstawiających dowody na istnienie Boga. Nie będą to jakieś dowody teologiczne czy teoretyczne, ale jak najbardziej realne (żywe), płynące z naszych codziennych doświadczeń życiowych. Mamy nadzieję, że Czytelnicy podejmą temat i będą dzielić się swoimi przeżyciami, w których działanie Boga jest niekwestionowane. Mogą to być drobne rzeczy lub duże sprawy – to nie ma znaczenia. Najważniejszy jest przykład, bo on nie jest ślepym zapewnieniem wiary, ale jest naszym świadectwem: ja to doświadczyłem i świadczę o tym, że Bóg istnieje. Chętnie Wasze dowody płynące z życia codziennego opublikujemy – na chwałę Boga i zadumę niedowiarkom. Oto jedno z takich doświadczeń, dosłownie sprzed kilku dni:

jaki jest dowód na istnienie Boga

Pan Bóg chętnie wynagradza poniesiony przez nas trud

To było w zimowy piątek w czasie szalejących porywistych wichur. Z uwagi na moją aktywność związaną z dokarmianiem ptaków dziko żyjących w lesie, zaistniała potrzeba pójścia do stanowisk, którymi się opiekowałem, aby uzupełnić zapasy, bo z braku czasu od tygodnia nie byłem i zapewne karmniki świeciły już pustkami. Nie chciało mi się w taką pogodę wychodzić z domu, ale sobie myślę: będą głodne przez weekend? Ta myśl nie pozwoliła mi na nic innego jak pójść jednak nawet w taką pogodę. Dobrze, że tak się stało, bo na miejscu rzeczywiście nie było już nic do jedzenia.

Przy ostatnim stanowisku w lesie, po uzupełnieniu zapasów, pakuję rzeczy i sobie mylę: fajnie by było sfotografować gile, bo jeszcze nie mam tego gatunku w swoich zbiorach, ale to chyba nierealne. Ostatni raz widziałem gile jeszcze w dzieciństwie, kilkadziesiąt lat temu. Szanse marne, ale fajnie by było...

Para gili

W tym momencie pojawiła się druga myśl: Pan Bóg wszystko może. Zgodziłem się z tym i temat się zakończył. Więcej o tym nie myślałem i o nic Pana Boga nie prosiłem. Wracając leśną drogą, 30 metrów od tego stanowiska, patrzę: tuż przy drodze, na drzewku żeruje sobie para gili. Nawet zbytnio nie bały się mnie, więc spokojnie mogłem porobić zdjęcia, a nawet nagrać filmik. Trudno w tym momencie mówić o zbiegu okoliczności, skoro ostatni raz gile widziałem kilkadziesiąt lat temu.

jak wygląda gil
Samiec gila

Ktoś powie: ale mi dowód... Tak, to drobna rzecz, ale istotna. Zdarzenie to pokazuje, że Bóg jednak istnieje. To nic, że nie prosiłem Go, abym trafił na te gile i mógł porobić sobie zdjęcia. W żywej wierze to normalne, że Pan Bóg spełnia nasze pragnienia nawet wtedy, kiedy nie werbalizujemy tego pragnienia jako prośby. Tak po prostu działa miłość i tak też pisze przecież w Biblii na temat bliskości z Bogiem: nie zdążysz wypowiedzieć swojej prośby, a Bóg już ją spełni...

 

jak wygląda samica gila
Samica gila

Mam bardzo dużo takich doświadczeń, że to, o czym myślałem, że dobrze by było, aby się stało, to się stawało w najbliższym czasie, chociaż o nic werbalnie nie prosiłem. To właśnie (między innymi) oznacza „żywa wiara”. Nie jest to martwa modlitwa do martwego boga, ale realna bliska relacja dwóch kochających się istot, które chcą dla siebie jak najlepiej.

 


Poniesiony przeze mnie trud został przez Pana Boga nagrodzony, bo to jest dla Niego ważne, abyśmy wychodzili ze strefy swojego komfortu i robili coś dla innych.

Jak łatwo się domyślić, prezentowane w tym artykule zdjęcia gili pochodzą z opisywanego tu zdarzenia.

 








Polecane artykuły:



środa, 24 sierpnia 2016

Przekonał Boga - opowieść prawdziwa

    Stanisław z Barbarą byli małżeństwem od pięciu lat. Pomimo tego, nie małego już stażu, wciąż starali się o dziecko. Lekarze rozkładali ręce: nic się nie da zrobić – mówili... Oboje, bardzo pobożni, nie tracili jednak nadziei, wręcz przeciwnie – złożyli ją u stóp swego Boga, bo On może wszystko... Pięcioletnie modły i prośby kierowane do Boga nic nie dawały, chociaż napisane jest, że wytrwałej modlitwy Bóg nie odrzuca. Nie tracili więc nadziei.

prawdziwe historie
 
     Sugestia, że z Bogiem trzeba umieć się targować była dla Stanisława jak objawienie z nieba. Czyli nie wystarczy tylko się modlić... – wciąż powtarzał sobie w myślach „oświecony” Stanisław. – No tak... Skoro Bóg jest bogiem żywym, więc można wpływać na Niego, posługując się argumentami. Tak przecież targował się Hiob przed zniszczeniem Sodomy i Gomory. A więc można...

     Stanisław nigdy nie czuł strachu przed swoim Bogiem, nie był mu także obojętny. Zawsze wierzył, że On istnieje, a Jego słowa są prawdziwe. Kochał Go szczerze i pragnął żyć zgodnie z Jego naukami. Pragnął także dziecka, którego Natura mu skąpiła. 

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Świadectwo Roberta cz 5

    Wracając do tematu, kiedy zacząłem analizować to wszystko, przypomniały mi się sytuacje, w których Bóg już wcześniej spełniał moje prośby, a nawet pomagał mi sam od siebie, w sytuacjach, które wydawały mi się beznadziejne, kiedy wydawało się, że już znikąd nie ma szans na ratunek, a tu nagle niespodziewanie, ze strony, z której bym się nawet nie spodziewał, przychodziła pomoc. W tych momentach byłem przekonany, że było to działanie Boga. Choć takich sytuacji było wiele w całym moim życiu, to jednak dawniej były one na tyle rzadkie, że po jakimś czasie zapominałem o nich i o Bogu. W tym ostatnim czasie, o którym piszę, zdarzeń takich, razem ze spełnionymi prośbami było tak dużo, że w połączeniu z otrzymanym światełkiem, na gruncie czysto logicznym nie sposób było wyciągnąć innego wniosku, jak tylko taki, że Bóg istnieje naprawdę.

sobota, 2 kwietnia 2016

Świadectwo Roberta cz 4

    Ataki zła w postaci wielorakich złych zdarzeń w jednym czasie nie ustawały. Czasami były dla mnie bardzo powalające. Podczas właśnie ostatniego takiego zmasowanego ataku, kiedy myślałem już, że zło zwycięży, że mnie pokona, postanowiłem w akcie ostatniej nadziei zwrócić się do Boga o pomoc. Najpierw przedstawiłem swoją prośbę o pomoc, potem złożyłem deklarację wiary, że chcę należeć do Boga, być po stronie Światłości i nic tego nie jest w stanie zmienić, a następnie odmówiłem z głębi serca modlitwę „Ojcze nasz”. Ponieważ czułem, że to jest jakby niewystarczające, więc zaraz powtórzyłem całą procedurę jeszcze raz. Nie upłynęło kilkanaście sekund, gdy duchowo poznałem, że w miejscu, gdzie — według wierzeń dalekowschodnich — mieści się siedlisko energii życiowej Ki (kilka centymetrów poniżej pępka), został mi umieszczony mały lampion ze światełkiem. Nie czułem przy tym jakiś szczególnych rzeczy, poza tym przekonaniem, że prośba ma została przyjęta. Rzeczywiście, w ciągu kilku dni wszelkie złe sprawy w moim życiu ustąpiły i już więcej tych zmasowanych i jawnych ataków zła nie miałem. Od tamtej pory minęło cztery lata, a ja, choć czasem potykam się w drodze do Boga, to jednak cały czas rozwijam swoją duchowość i „wiarę” wiedząc, że otrzymałem od Boga więcej, niż na to zasłużyłem.

     Jeżeli chodzi o to światełko, z początku myślałem, że ma to być dla mnie taki papierek lakmusowy, który będzie wskazywał poziom mojego rozwoju duchowego. Wyobrażałem sobie, że to małe światełko będzie w miarę moich duchowych postępów jaśniało coraz bardziej, że zacznie rozświetlać mnie od środka, a potem wyleje się na zewnątrz i cały będę emanował takim pozytywnym, niewidzialnym, boskim światłem. Niestety następnego dnia światełko zaczęło zanikać, by w kolejnym dniu zniknąć zupełnie. Zacząłem więc interpretować sobie, że był to może rodzaj zesłania Ducha Świętego. W tej chwili myślę jednak, że był to chyba po prostu znak, taki stempel potwierdzający przyjęcie mojej prośby. Zresztą nie wnikam w to. Liczy się dla mnie tylko to, że odzyskałem swoje życie i Boga.

piątek, 1 kwietnia 2016

Świadectwo Roberta cz 3

    Zaczęło się od tego, że nosząc przy sobie nóż, spodziewany atak ze strony „złych” ludzi nie następował. W końcu uznałem irracjonalność takiego zachowania. Przecież na co dzień ludzie nie atakują się nawzajem w biały dzień. Co innego wieczorem jak są napici. Czasem ktoś może nas zaczepić. Drugim czynnikiem, po tych kilku latach zła w moim życiu, było zmęczenie tym wszystkim. Był to najwyższy czas, aby w końcu zrobić coś ze swoim życiem. Po apogeum tego okresu zacząłem zastanawiać się, co mogę zrobić, aby poprawić swoje życie. Szybko okazało się, że w dużej mierze także i siebie muszę zmienić. Na moje szczęście fascynacja wiedzą ciągle trwała i poszerzała się o kolejne tematy i działy nauki. Często też w ciężkich chwilach, zamiast upić się jak „każdy normalny człowiek” rzucałem się w odmęty nowej, trudnej wiedzy, jak chociażby teoria względności, czy chromodynamika kwantowa, aby tylko nie myśleć o tym złu, które doświadczałem. Bez problemu więc znalazłem sposoby i metody na realizację swoich celów. W tym czasie nie myślałem jednak o Bogu. Zależało mi przede wszystkim na poprawie swojego życia. Zauważyłem jednak, że te „ataki zła” nie tylko, że nie zmniejszyły się, ale wręcz nasiliły. Szatan czuł, że wymykam mu się z rąk. Z uwagi na moje poprzednie doświadczenia, było to dla mnie bardzo niepokojące.

czwartek, 31 marca 2016

Świadectwo Roberta cz 2

    Jakoś po szkole średniej, nie pamiętam, jak to się stało, bynajmniej zacząłem na powrót myśleć o Bogu. Być może moja natura, która jednak jest inna od tego tzw. normalnego człowieka, wywoływała dyskomfort psychiczny, że to nie jest to, że źle się czuję w takim środowisku. Stąd zapewne poszukiwanie innego stylu życia i zwrócenie się na powrót w stronę Boga. Bardzo szybko osiągnąłem moją nadal mało świadomą jeszcze wiarę, jednak tym razem zacząłem odczuwać bliskość z Bogiem i moc płynącą z tej bliskości. To było wspaniałe uczucie. Niestety, po krótkim czasie — z braku świadomej wiary i wiedzy — popadłem w pychę. Myślałem, że skoro odczuwam taką bliskość z Bogiem i jestem przepełniony tą Mocą, to nic mi już złego nie grozi. W końcu jest ze mną sam Bóg. Zacząłem więc pysznić się przed szatanem, że teraz nic mi już nie może zrobić, że może mi „naskoczyć” mówiąc po młodzieżowemu. Wtedy nie wiedziałem, że nic tak nie razi Boga jak pycha człowieka. Na reakcję nie czekałem długo. Po kilku tygodniach rozpoczął się najciemniejszy okres w moim życiu, który trwał około sześciu, siedmiu lat. Zaraz zostałem pozbawiony bliskości z Bogiem, a do dzieła zabrał się szatan. Nie wdając się w szczegóły, mówiąc ogólnie, bardzo wiele złego wydarzyło się w moim życiu i często doznawałem zła od ludzi lub sytuacji w sposób seryjny, jedno po drugim. Nazwałem te okresy „atakami zła”. 

poniedziałek, 28 marca 2016

Świadectwo Roberta cz 1

    Pochodzę z rodziny, w której korzystanie z pomocy Pana Boga nie jest czymś niezwykłym. Jest to naturalne zachowanie w trudnych chwilach. Szczególną taką umiejętność posiada moja mama, która często korzysta z tej formy pomocy w pracach codziennych. Ja staram się nie fatygować Boga do takich błahych spraw. Kiedy nie udaje się coś mojej mamie, a straci już cierpliwość, wtedy prosi Pana Boga o pomoc, czego sam byłem wielokrotnie świadkiem. Jeden z takich przypadków pamiętam jeszcze z dzieciństwa, kiedy drzwi do naszej piwnicy chroniła felerna kłódka, którą otwierać to skaranie boskie. Klucz dawał się przekręcić tylko w jemu znanym ustawieniu i zawsze trzeba było się wiele nakręcić, aby trafić w ten punkt. Po kilku więc minutach prób i nerwów zniecierpliwiona mama prosi w końcu Boga o pomoc i klucz za pierwszym razem daje się przekręcić. Zdarzenie może samo w sobie mało niezwykłe i zawsze można je wytłumaczyć na inne sposoby, jednak takich „zbiegów okoliczności” moja mama ma bardzo dużo. Co ciekawe, za każdym razem otrzymuje pomoc natychmiast, a nie po chwili, więc te „zbiegi okoliczności” są bardzo konkretne. Ten typ zachowania mama przekazuje teraz swoim wnuczkom. Jedna z nich dwa razy już donosiła, iż rzeczywiście, kiedy poprosiła Pana Boga o pomoc, pomógł jej. Taka może rodzina..., bo jak dotąd nie słyszałem od innych ludzi, aby mieli coś takiego, choć nie wykluczam.

Reklama